Nie każdy błąd robi hałas.
Niektóre mieszczą się w zdaniu: „Przebieg zabiegu był niepowikłany”. Wszystko ma swoje miejsce. Nawet kropka stoi tam, gdzie powinna.
Tylko czasem stawiamy ją za wcześnie.
Pisałem niedawno o jednym ruchu za dużo. O tym, jak ambicja nie pozwala uznać dobrego wyniku za wystarczający. Ale można też wyjść z sali i zostawić po sobie zbyt mało zrobionej pracy.
To trudniejsza myśl. Wolimy rozliczać się z tego, co wydarzyło się pod naszymi rękami. To, czemu nie zapobiegliśmy, łatwiej przypisać chorobie. Ona nie czyta opisów operacyjnych. Nie zgłosi sprostowania.
Pod koniec długiego zabiegu słowo „wystarczy” brzmi szczególnie dobrze. Prostuje plecy. Przypomina, że za drzwiami istnieje wieczór. Pozwala już myśleć o zdejmowaniu rękawiczek, choć głowa nadal jest w polu operacyjnym.
Wtedy najtrudniej uczciwie ocenić, ile jeszcze można zrobić.
Może trzeba poprawić dostęp. Obejrzeć miejsce, które dotąd widzieliśmy tylko pod niewygodnym kątem. Sprawdzić raz jeszcze, czy rzeczywiście osiągnęliśmy cel. To zwykle nie są gesty, z których powstają legendy o wielkich chirurgach. Raczej kilka dodatkowych minut niewdzięcznej pracy, kiedy wszystko w człowieku zaczyna już wracać do domu.
Niepokoi mnie, jak płynnie „zrobiliśmy dużo” potrafi przejść w „zrobiliśmy wystarczająco”.
Przecież to nie jest to samo.
Choroba nie ma obowiązku ustąpić w uznaniu dla naszego wysiłku. Nie wie, ile godzin stoimy. Nie interesuje jej, że ten etap był wyjątkowo trudny ani że poprzedni kosztował nas resztę cierpliwości. Można dać z siebie bardzo wiele i wciąż nie zrobić tego, co było potrzebne.
Nie piszę tego na pochwałę operowania za wszelką cenę. Są granice, których przekroczyć nie wolno. Chciałbym tylko nie przesuwać ich w myślach bliżej dlatego, że sam nie mam już siły iść dalej.
Najtrudniejsze w niedokończeniu jest chyba to, że na sali może wyglądać jak koniec.
Po lekturze
Miejsce na Twoje słowa.
Co zostało z Tobą po tym tekście?