Najtrudniej odłożyć narzędzie wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze.
Pole jest czyste. Anatomia czytelna. Ręka spokojna. Po godzinach skupienia przychodzi ta niebezpieczna lekkość: wydaje się, że można jeszcze trochę.
Poprawić. Wyrównać. Usunąć drobny fragment, który został na granicy.
Przecież teraz widać go tak dobrze.
• • •
Pod mikroskopem niedoskonałość ma tę przewagę, że jest powiększona.
Niewielka pozostałość zajmuje sporą część pola widzenia. Przyciąga wzrok. Zaczyna przeszkadzać bardziej, niż wynikałoby to z jej rzeczywistego znaczenia. Patrzę na nią dostatecznie długo i już prawie zapominam, dlaczego wcześniej postanowiłem ją zostawić.
Wiem, że przylega do delikatnej struktury. Wiem, ile kosztowało bezpieczne dotarcie do tego miejsca.
Ale przecież wystarczyłby jeszcze jeden ruch.
Najdroższe zdania w chirurgii zapewne często zaczynają się od „jeszcze”.
• • •
Nie ma nic złego w dokładności. Uczymy się jej latami. Niedbałość nie staje się rozsądkiem tylko dlatego, że ktoś nazwie ją ostrożnością.
Tyle że przy stole trzeba umieć rozpoznać, czemu służy kolejny gest.
Czy rzeczywiście poprawi wynik?
Czy jedynie pozwoli mi spojrzeć na pole operacyjne z większą satysfakcją?
To niewygodne pytanie. Zwłaszcza kiedy odpowiedź trzyma się już w palcach.
Łatwo pomylić techniczną możliwość z wystarczającym powodem. Skoro potrafię tam sięgnąć, skoro widzę granicę, skoro narzędzie jest odpowiednio cienkie.
Tkanka nie ma jednak obowiązku wytrzymać wszystkiego, co umiemy jej zrobić.
• • •
Myślę czasem o malarzu, który nie potrafi odejść od płótna.
Jeszcze jeden refleks. Poprawiony kontur. Odrobina światła na policzku. Aż twarz, która przed chwilą żyła, zaczyna wyglądać jak starannie wykonany przedmiot.
W obrazie można próbować zamalować błąd.
W neurochirurgii czas nie daje się tak łatwo przekonać do współpracy.
Dlatego zatrzymanie ręki bywa trudniejszą umiejętnością niż jej prowadzenie. Wymaga zgody na to, że coś pozostanie nierówne. Że efekt nie zaspokoi wszystkich naszych wyobrażeń. Że w opisie operacji znajdzie się zdanie, które chętnie zastąpilibyśmy bardziej triumfalnym.
Trzeba wytrzymać widok rzeczy niedokończonej i nie próbować leczyć własnego dyskomfortu kolejnym ruchem.
• • •
Odkładam narzędzie.
Jeszcze przez chwilę patrzę. Ten drobny fragment nadal tam jest. Nie stał się piękniejszy tylko dlatego, że podjąłem decyzję. Nadal trochę mi przeszkadza.
Być może właśnie z tym trzeba nauczyć się wychodzić z sali.
Z niedosytem, który należy do mnie.
Wolałbym zabrać go do domu, niż jednym ruchem sprawić, żeby konsekwencje mojego zadowolenia musiał zabrać ktoś inny.

Po lekturze
Miejsce na Twoje słowa.
Co zostało z Tobą po tym tekście?